Oglądając kolejny film, z kolejną historią miłosną i kolejnym happy endem zastanawiam się, czy ja też będę miała kiedyś taki własny happy end. Meczą mnie już moje myśli, jest ich ogrom! I nie potrafię tego poukładać. Potrzeba pewnego wyciszenia. Ale to nie wychodzi. Ostatnio mam wielką ochotę przenieść się w czasie i powrócić do czasów, kiedy byłam nastolatką w moim rodzinnym mieście. Bo wtedy wszystko było prostsze, częściej się uśmiechałam i nie musiałam konfrontować moich marzeń z rzeczywistością. Chociaż i one zaczęły jakoś inaczej wyglądać. A może po prostu byłam naiwna. W bardzo wielu kwestiach byłam naiwna. Wtedy było pięknie. Po co przejmować się prawda, skoro mój własny obrazek działał całkiem sprawnie. Teraz nabiera on niestety innych barw. Więcej w nim szarości i jednolitych pociągnięć. Nie jest już taki atrakcyjny, nie wzbudza sympatii. Ba! Jest wręcz zniechęcający. Zastanawiam się, jak go oprawić w zupełnie nowe ramy. Sama też muszę się dopasować do nowych kształtów. Chyba stąd ta cała trudność. Człowiek przyzwyczaja się do dobrego, a nie chce żyć tam, gdzie jest gorzej, inaczej? W jednej chwili mówię sobie, że wydziwiam i przesadzam. W drugiej zaś pytam czy będzie tak jak dawniej, czy wszystkie zdarzenia pookładają się w końcu w takim mój własny happy end. Bo specjalnej instrukcji chyba nie dostanę. A przydałaby się teraz, i to bardzo..
chciałabym mieć pewność. każdego kroku. o zmroku. o poranku. nie obawiać się wyborów i zmian. wypełnia mnie strach. przed jutrem. jak nigdy dotąd. szukam. szukam i poszukuję. myślę i zastanawiam. za dużo. tak nie można. tylko dlaczego to nie jest układanka. z dziesięciu elementów. miliony. konstelacje niezbadane. o srebrzystym księżycu. mieniącym się w żalach. szeptanych pod poduszką. zbyt wilgotną od łez. dobijający rytm zegara. wiszącego na ornamentach. tak bardzo bym chciała. lecz tym bardziej nie wychodzi. może powróżyć z fusów. z resztek dnia codziennego. z przemilczanych słów. odgadnąć zachód słońca. odrzucić przejmujący strach. i to kiełkujące sieroctwo przygnębień.
szukanie. unikanie. odnajdywanie. czekanie. na pewność. to uczucie, kiedy zaczyna
się układać. kiedy czuje sens. bez kolejnych łez i mętliku w głowie. bo wiara uczyni
mnie spokojniejszą. o własne myśli. o jutrzejszy sen.
szukanie. oczekiwanie. powołanie. do celów odpowiednich. szytych na miarę.
niebieskimi szlakami. z zaciśniętymi wargami. o północy. poczuć zapach stabilizacji.
własnych ramion i kieszeni. wypełnionych papierowym origami.
przygnębiający fakt. pewnej bezsilności. wynikającej z perfidnej obłudy. chorego
umysłu i zepsucia moralnego. na łzy nie ma już miejsca. cierpienie powoli drąży kanały w sercu. pozostawiając trwałą bliznę. gromadzona złość. niegodność. obrona. i atak. bo mało jeszcze mamy bólu. bo mało jeszcze nieszczęść nas spotkało. najlepiej zaszyć usta i pocichu śpiewać melodie w głowie. aby doznać ukojenia duszy. ciało już nie słucha. choć pragnienia są duże. marzenia. oczywiście te nierealne. w walce nie możemy być sami. i nie będziemy. nie poddamy się. rosnącej dwulicowości. bez przyzwolenia. parodia dnia wczorajszego. bo dzisiejszy żyje jeszcze nadzieją. na odmianę? na skruchę? na człowieczeństwo? trudno wytrwać. trudno milczeć. na te obrzydliwe słowa. pierwotne instynkty nie dają spać. skulone sumienie. czarne poczynania. w jakże białe dni. bez wstydu. zażenowania. bez miłości. tutaj jej nie znajdziemy już.